Czy na Fuercie zawsze wieje i co dobrego można tu skosztować?!
Czy na Fuerteventurze zawsze wieje?
Wyspa jest bezustannie smagana wiatrami, co jest ważne dla osób uprawiających windsurfing. Mimo, że wiatr jest tu charakterystycznym elementem pogody, to nie jest on aż taki straszny, na pewno nie w kurortach – może w masywach wulkanicznych – tam jest mocne wianie! Najbardziej intensywne wiatry występują od czerwca do końca sierpnia, ale są naprawdę przyjemne, gdy temperatura na termometrze przekracza 30 stopni. Wrzesień i październik charakteryzują się mniejszym nasileniem wiatru oraz przyjemniejszymi warunkami pogodowymi. Pierwszego dnia przyjazdu trafiliśmy na kalimę – zjawisko atmosferyczne polegające na transporcie ciepłego, suchego pyłu i piasku z Sahary nad Wyspy Kanaryjskie. Kalima powoduje gwałtowny wzrost temperatury (u nas 42 stopnie!) i zmniejszoną widoczność, przypominającą mgłę. Jest wywoływana przez burze piaskowe na Saharze i może być niebezpieczna dla zdrowia, powodując problemy z oddychaniem, zaczerwienienie oczu, a nawet w skrajnych przypadkach paraliżuje ruch lotniczy. Na szczęście u nas te pogodowe anomalia trwały tylko jeden dzień i wszystko wróciło do normy.
Widoki jak z pocztówki? Wyspę można przeciąć na dwie części pod względem krajobrazów. Północ oferuje idealną harmonię pomiędzy wybrzeżem z turkusowo-szmaragdowymi wodami i białym piaskiem plaż. Część południowa jest całkowicie odmienna: surowa, wulkaniczna w barwach ziemistych i czerwieni o nierównych kształtach. Na całym terenie nie ma zbyt wiele roślinności, jest za to dużo słońca.
Fuerteventura ma około 20 milionów lat i jest najstarszą formacją oraz drugą co do wielkości ze wszystkich Wysp Kanaryjskich. Położona jest około 100 km od Sahary i zachodniego wybrzeża Afryki. Wyspę zamieszkuje około 100 tysięcy stałych mieszkańców i ponoć tyle samo kóz, które są jej symbolem. Na północy kraju od początku lat 70-tych rozwijała się w celach turystycznych, południe poszło w tą samą branżę, ale jakieś 10 lat później. Stolicą wyspy jest Puerto Rosario.
Prawie 150 km plaż niczym z widokówki i jeden wielki problem — którą z nich odwiedzić?! Tu plaże otoczone są ogromnymi piaszczystymi wydmami, z łagodnym dostępem do oceanu, gdzie można wykąpać się w naturalnych basenach o krystalicznie czystej wodzie. Nie brakuje też dzikich, pustych plaż, na których nagrano kilka wielkich produkcji kinowych, m.in. „Exodus: Bogowie i królowie”, „Gwiezdne wojny: Skywalker. Odrodzenie”, czy „Wonder Woman 1984”.
Co warto zobaczyć?
Playa de Cofete
To jedno z najbardziej urodziwych i jednocześnie najbardziej niedostępnych miejsc na Fuerteventurze, które udało am się zdobyć! Kilkanaście kilometrów szutrowej drogi, zwężenia dróg i serce w piętach podczas mijania się z autami z naprzeciwka. I mimo, że po wyjściu z auta wiatr urywał głowę, udało się zobaczyć ten cud natury.


Punkt widokowy Mirador de Barloventro w Playa de Cofete
Ten punkt widokowy w drodze na plażę Cofete to jedno z najbardziej spektakularnych miejsc na wyspie, znajduje się w najwyższym punkcie przełęczy w górach Jandía na wysokości 223 metrów n.p.m. Oferuje zapierające dech w piersiach widoki na rozległe doliny i dzikie wybrzeże. To obowiązkowy przystanek w drodze na najsłynniejszą i najtrudniej dostępną plażę Cofete na wyspie.

Jadąc dalej krętymi bezdrożami, zjechaliśmy w dół i naszym oczom ukazał się ocean, dziki, samotny, może trochę straszny. Kilka ludków było w pobliżu, ale przyjechali tu zupełnie na chwilę, nikt nie leżał na ręczniku, ani nie czytał książki pod parasolem. Tu nie ma żadnych hoteli, restauracji ani innej cywilizacji.

Dom zły – czyli mroczna Willa Winter
W pobliżu plaży, jakieś 2,5 kilometra od wioski Cofete, wyłania się z chmur jeden jedyny dom otoczony wysokim murem – wszystko razem wygląda apokaliptycznie. Budynek wzniesiono w 1946 roku według projektu niemieckiego architekta Williama Wintera, który podobno działał na polecenie samego Adolfa Hitlera. O domku krąży wiele historii, które potrafią działać na wyobraźnię. Niektórzy twierdzą, że pod willą znajduje się podziemne przejście, gdzie znajdowała się kiedyś baza dla niemieckich ubotów. Mówi się również o tym, że ukryte podziemne kondygnacje funkcjonowały jako sale operacyjne – to prawdopodobnie tutaj oficerom III Rzeszy po wojnie zmieniano rysy twarzy, by nie zostali rozpoznani jako zbrodniarze wojenni. (ich droga do Argentyny, prowadziła właśnie przez Fuertę). Która z tych historii jest prawdziwa? Jaką prawdę kryje posiadłość w Cofete? Mieszkańcy wsi pytani o historię milczą.

Punta de Jandia
Jadąc dalej, dotarliśmy na sam koniec wyspy, do Punta de Jandia, będąc na południu, dalej już się nie da dojechać. Znajduje się tutaj latarnia morska oraz mała osada rybacka.



Malownicze miasteczko Morro Jable
Noclegi mieliśmy na południu wyspy niedaleko wspaniałego kurortu turystycznego Morro Jable. Tu mieści się ogromna plaża o białym piasku i krystalicznej wodzie, której odcienie zmieniają się od ciepłego turkusu w chłodny szmaragd – w zależności od pory dnia.


Punkt widokowy Playa del Matorral w Morro Jable






W miasteczku życie tętni za dnia na zapełnionej leżakami plaży, jak również w nocy, gdzie można spędzić czas w jednej z wielu knajpek położonych tuż nad brzegiem oceanu.

Betancuria – historyczna stolica Kanarów
Betancuria to pierwsza stolica wyspy. Aktualnie spokojne miasteczko z ciekawą starówką. Przyjemnie i spokojne spędza się tutaj czas.







Charakterystyczną budowlą i miejscem licznych fotografii jest Kościół św. Marii. Była to pierwsza świątynia wzniesiona na wyspie. Początkowo zbudowany został w stylu normańsko-gotyckim, uległ zniszczeniu podczas napadu piratów w 1593 roku, a odbudowany w XVII wieku. Kościół łączy elementy gotyku, renesansu i baroku, zachowując oryginalne elementy, takie jak dzwonnica.


Restauracja La Sambra – obok nie można przejść obojętnie.
Niewielka knajpka z kilkoma półpiętrami znajduje się nieopodal Kościoła św. Marii. Wchodzisz pięć schodków wyżej i nagle hiszpańska wyspa zmienia się z indonezyjską Bali. Magia! Miejsce jest pełne palm, kaktusów, zieleni. I to przepyszne kanaryjskie Barraquito …




Mirador de Guise y Ayose – kolejny punkt widokowy
Na północ od opisanej wyżej Betancurii znajduje się fenomenalny i charakterystyczny punkt widokowy. A charakterystyczny z uwagi na rzeźby wojowników z włóczniami. To dwaj królowie, którzy panowali na wyspie w wieku XV, podczas konkwisty. Zostali oni przedstawieni w formie rzeźb z brązu o wysokości 4 m. Tu podziwiamy łagodne krajobrazy północnej Fuerteventury, gdzie erozja jest bardzo widoczna. Ten obszar objęto ochroną, tworząc tutaj Park krajobrazowy Betancuria.

Malownicze miasteczko Corralejo i bezkresne plaże
Corralejo położone jest na północy wyspy Fuerteventura, nadmorska atmosfera starego miasta jest idealna dla odbycia spokojnego spaceru i spróbowania wina ze świeżą rybą, którą oferują restauracje w tej części miasteczka.




Corralejo położone jest naprzeciwko wysepki znanej jako Lobos, której sylwetka na horyzoncie stanowi część pejzażu północnej strony wyspy. Jest ona stąd bardzo dobrze widoczna. Dodatkowo, można ją odwiedzić wypływając z portu w Corralejo, skąd również odpływają statki na wyspę Lanzarote.



Wydmy Corralejo
Olbrzymie wydmy o żółtym drobnym piasku, tworzą krajobraz niczym na pustyni. Piaski ciągną aż po horyzont i genialnie kontrastują z ponurymi szczytami wygasłych wulkanów. Im bliżej wybrzeża, tym szybciej zmieniają się w szeroką plażę, która jest rajem dla surferów i fanów plażowania. Wydmy tworzą Park Przyrody Corralejo (Parque Natural de Corralejo).

Caleta del Barco/Popcornbeach – czyli plaża wysypana popcornem
Plaż popcornowych na Fuerteventurze jest kilka. My dotarliśmy do najbardziej znanej – Caleta del Barco, znajduje się ona niedaleko Corralejo i jedzie się do niej fatalną drogą szutrową. Kształty, które przypominają popcorn, to tak naprawdę skamieniałości wapienne, resztki rafy koralowej, która z czasem uległa skamienieniu. Dzięki działaniom erozyjnym morza i wiatru, zostały naniesione na brzeg i utworzyły takie naturalne zjawisko. Na miejscu plaża okazała się mało spektakularna, a “popcorn” malutki. Z roku na rok cennego koralowca na hiszpańskich plażach jest coraz mniej. Nie jest to spowodowane zmianami w przyrodzie czy klimatycznymi, a działalnością człowieka. Od momentu, kiedy plaża zaczęła zdobywać popularność, popcornowych kamyków zaczęło ubywać, miesięcznie turyści wywozili ich łącznie nawet kilka kilogramów.


Niestety większe wrażenie zrobiła na nas znajdująca się nad samym brzegiem oceanu opuszczona restauracja, na której można było ujrzeć dziesiątki straszących szkieletów ryb. Wygrała z plażą, która mieści się w pierwszej dziesiątce najchętniej odwiedzanych miejsc na Instagramie.


Gdy zapragniesz wyciszyć się na Fuercie, koniecznie odwiedź wioskę La Lajita
To cicha rybacka wioska z daleka od hoteli i kurortów, ale z piękną kamienistą plażą z łagodnym zejściem do oceanu.


Będąc już w La Lajita, punktem obowiązkowym jest restauracja La Falúa, która specjalizuje się w daniach z ryb i owoców morza w stylu kanaryjskim z elementami kuchni europejskiej (patrz hamburger). Można tu zjeść fantastycznie przygotowane domowe dania w spokojnej atmosferze i przy dobrej muzyce z widokiem na ocean. Dużą wagę stawia się na pochodzenie produktów, dlatego dania przygotowywane są ze świeżych wyrobów od lokalnych farmerów i rodzinnych przedsiębiorstw, a ryby pochodzą prosto z oceanu. Polecam krewetki czosnkowe z gorącej patelni (po podaniu jeszcze oliwa z masełkiem gotowała się). La Falúa prowadzona jest przez naszych rodaków, więc bez problemu można było porozumieć się w języku ojczystym. Przepysznie i klimatycznie!!!


I mój ulubiony wątek – co tu dobrego podają do zjedzenia?
Kuchnia na Kanarach, to niezwykła podróż przez bogactwo smaków. Mozaika dań zaskakuje głębią aromatów i świeżością lokalnych składników. Od owoców dojrzewających w pełnym słońcu, przez wyraziste sery i potrawy rybne i mięsne, aż po wyjątkowe wina i likiery. Każdy element tej kuchni opowiada historię wulkanicznych skał, wiecznego słońca, muskania wiatru i sąsiedztwa oceanu.
Tapasy
Skoro Hiszpania, to muszą być tapasy. Pod tym określeniem kryje się cała masa hiszpańskich przekąsek w różnych formach. Niektóre z nich są bardzo małe i możemy zjeść je na kilka kęsów, a inne przybierają nieco większe rozmiary. Do najpopularniejszych przekąsek hiszpańskich należą m.in. sery, szynki, kanapeczki, krewetki, kalmary lub oliwki.


Przeróżne rodzaje ryb i owoców morza
Skoro to wyspa, to z pewnością zjecie tu dobrej jakości rybki i frutti di mare prosto z szumiącego oceanu.



Paella
Jest tak popularnym daniem hiszpańskim, że uchodzi za prawdziwą kulinarną wizytówkę Wysp Kanaryjskich. Oparta jest przede wszystkim na ryżu z dodatkiem szafranu, podsmażanym i gotowanym na metalowej patelni z dwoma uchwytami (tzw. paellera lub paella). Występuje w licznych odmianach, głównie z owocami morza, ale można spotkać wersje z kurczakiem czy nawet żeberkami wieprzowymi.



Zupy rybne, kremy i chłodniki
Jeśli chodzi o zupy to przeważają tu kremy oraz gęste zupy rybne na podobieństwo naszych zup gulaszowych. Mnie zachwycił krem z pieczonych pomidorów, krem z kukurydzy podawany z nachosami oraz Gazpacho najsłynniejszy hiszpański chłodnik z dojrzałych pełnych słońca pomidorów.

Tacosy
Ponoć w Hiszpanii nie ma dania o nazwie „tacos”, gdyż te są daniem kuchni meksykańskiej, a jednak mogliśmy tego tu skosztować. Składają się z małych tortilli kukurydzianych lub pszennych z różnymi nadzieniami, przypominającymi placki.


Papas arrugadas
To kanaryjskie ziemniaki w mundurkach, czyli małe ziemniaki gotowane w mocno osolonej wodzie, które podawane są z charakterystycznymi sosami mojo rojo i mojo verde (o nich pisałam już podczas podroży na Teneryfę). „Pomarszczone małe kartofelki”, które w naszym kraju są traktowane trochę jak produkt gorszej kategorii, bo przecież są zbyt małe, tu są rarytasem i prawdziwym hitem.

Smarowidło z kiełbasy chorizo, odkryte niestety ostatniego dnia pobytu, bo naprawdę nieźle smakuje. Hmm, jakby tylko wyciśnięta kiełbasa, ale nie wiem i jakoś nie mogę nigdzie doczytać. Hiszpanie zajadają się świeżym pieczywem, kładą na niego wiele różnych dodatków. Nawet grzanki smarują zwyczajnym przecierem pomidorowym i tu to naprawdę smakuje. Ponadto zainspirowała mnie bagietka z czarnymi oliwkami – do zrobienia w domowym zaciszu.

Hiszpanie używają niemal do wszystkiego oliwy z oliwek i świeżych warzyw, mają wiele odmian serów, a biała cebula w każdej postaci jest tu częstym zjawiskiem.


Czerwoną kapustę wykorzystują inaczej niż my u siebie.

Barraquito
Na deser obowiązkowo spróbujcie kanaryjskiej kawy na słodko i z alkoholem o nazwie barraquito. To połączenie mleczka skondensowanego, likieru cytrusowego, espresso i spienionego mleka. Zwykle zwieńczone cynamonem oraz skórką z cytryny lub limonki. Nie tylko smak jest wyjątkowy, ale także wygląd, wszystkie wspomniane składniki tworzą warstwy. Najpierw zachwycamy się patrząc, robimy zdjęcia, dopiero później mieszamy i pijemy.

Moje kulinarne inspiracje po podróży, których jeszcze nie robiłam i spróbuję odtworzyć to:
– pomidorowe Gazpacho
– zupa krem z kukurydzy
– chlebek z czarnymi oliwami
– pasta z Chorizo
No i oczywiście co kupić?
Z Fuerteventury warto przywieźć lokalne specjały takie jak Queso Majorero (ser kozi), sosy mojo, dżemy z kaktusa, a także kosmetyki z aloesu oraz rękodzieła (np. biżuterię z lawy wulkanicznej, ceramikę, cygara). Popularnym alkoholem jest Likier bananowy, zwany Licor de Plátano.


Moje łupy:

– dżem z kaktusa
– magnes z ceramiki
– magnes z żywym kaktusem
– hiszpańskie oliwki
– gęsty sos balsamiczny z białych pomarańczy
– likier bananowy Cobana
– karton Sangrii
– kosmetyki: żel z aloesu, bananowy i aloesowy balsam do ust




I jeszcze jeden cudny opis Oli znaleziony w internecie: „przez wiele lat po wojnie był opuszczony, później chciano go przekształcić w szpital psychiatryczny, a obecnie jest w prywatnych rękach, właściciel podobno planuje zrobić z niego hotel. Nam podczas pobytu na Fuercie i przy okazji odwiedzenia Cofete udało się wejść do środka! Podjechaliśmy pod sam dom, podeszliśmy, a akurat kręciła się koło niego para staruszków i za parę euro wpuścili nas do środka. Nie powiem, było to jedno z mocniejszych przeżyć w moim żywocie. W środku jest mini wystawa wszystkiego, co znaleziono w domu, narzędzi, starych pism, książek, wszystko jest w niezmienionym od lat stanie. Oglądając to naprawdę czuć dreszcze na plecach. W dodatku ci staruszkowie… starsza pani była niewidoma, wydawała dziwne odgłosy, jakby modliła się patrząc w niebo, starszy pan dość posępny, dziwny, czuliśmy się jak na planie najbardziej poschizowanego horroru. Nie zdziwiłabym się, gdyby wtrącili nas do piwnic i tam zamordowali hehe 😉 ale był czad! Nie zapomnę tego do końca życia! Okazało się, że opiekują się oni domem, bywają tam czasem pod nieobecność właściciela, więc jeśli ktoś byłby w okolicy, zawsze warto podjechać i sprawdzić, może a nóż uda się wejść do środka. A jeśli nie, to zawsze można obejrzeć willę z zewnątrz, jest naprawdę piękna. A sama plaża Cofete to dla mnie również numer 1 na Fuercie!”.
Tak więc kochani do odważnych świat należy!